Bloomsday: Dublin zamienia się w scenę „Ulissesa”

16 czerwca w Irlandii i na całym świecie obchodzony jest Bloomsday. Czym właściwie jest to święto? I dlaczego właśnie tego dnia Dublin wypełnia się słomkowymi kapeluszami, zapachem kanapek z gorgonzolą i ludźmi cytującymi fragmenty powszechnie uważanej za nieprzystępną powieści?

To coroczny hołd składany Jamesowi Joyce’owi i jego przełomowemu arcydziełu z 1922 roku – „Ulissesowi”, uznawanemu za jeden z najważniejszych fundamentów literatury anglojęzycznej. Co roku fani pisarza, badacze i zwykli ciekawscy wyruszają w rytualną wędrówkę śladami głównego bohatera, Leopolda Blooma. Odtwarzają trasę jego spaceru po Dublinie, podczas którego zwyczajny, rutynowy dzień zamienia się w niezwykłą literacką odyseję.

Akcja całej powieści rozgrywa się 16 czerwca 1904 roku. Joyce wybrał tę datę nie tylko ze względu na precyzję narracyjną, ale też z powodów głęboko osobistych: to właśnie tego dnia poszedł na pierwszy spacer z Norą Barnacle – kobietą z Galway, która stała się miłością jego życia i życiową partnerką (choć pobrali się dopiero w 1931 r., długo po opuszczeniu Irlandii).

Tym, co czyni Bloomsday tak fascynującym, jest zatarcie granicy między literaturoznawstwem a ulicznym teatrem. Dublin zamienia się wtedy w żywą scenografię. Wieża Martello w Sandycove już o świcie zapełnia się „pielgrzymami”, którzy tłumnie przybywają oddać hołd autorowi. W pubie Davy Byrne’s serwowane są kultowe kanapki z gorgonzolą i kieliszki burgunda, a na rogach ulic aktorzy oraz amatorzy odczytują na głos fragmenty powieści. Współczesna geografia miasta staje się mapą codziennych sprawunków Blooma, melancholijnych rozważań Stephena Dedalusa i słynnego, zamykającego książkę monologu Molly Bloom.

Jak na liczące ponad 700 stron i 260 tysięcy słów dzieło, które swego czasu uchodziło za wręcz nieczytelne, „Ulisses” zyskał niezwykłe drugie życie. Strumień świadomości, językowa żonglerka i głęboka humanistyczna wrażliwość Joyce’a zachwycają i prowokują czytelników nawet ponad sto lat po premierze. Bloomsday zamienia to czytelnicze wyzwanie w radosne święto – zaprasza, by nie tylko czytać Joyce’a, ale by na ten jeden dzień po prostu zamieszkać w jego świecie.

Z biegiem lat fenomen ten wykroczył daleko poza Irlandię. Od Nowego Jorku, przez Triest, aż po Melbourne – miłośnicy literatury organizują własne obchody, udowadniając, że Dublin Blooma należy do każdego, kto zechce podążyć jego krętymi ścieżkami.

POLECAMY:  Cztery lata batalii o sprawiedliwość

W epoce wiecznego pośpiechu i przebodźcowania Bloomsday proponuje coś przekornego: zwolnij, rozejrzyj się i odnajdź epickość ukrytą w najzwyklejszej codzienności. Joyce z pewnością doceniłby to.

RB

FOTO: Portret Jamesa Joyce’a z 1915 r. autorstwa Alexa Ehrenzweiga, Wikipedia, domena publiczna
FOTO: Zdjęcie pierwszego wydania powieści Jamesa Joyce’a „Ulisses” z 1922 r., znajdującego się w Bibliotece Stanowej Nowej Południowej Walii w Australii, Geoffrey Barker, Wikipedia, domena publiczna, CC BY-SA 4.0