Prokurator generalny stanu Teksas, Ken Paxton, wszczął w tym tygodniu dochodzenie w sprawie tego, czy firma odzieżowa Lululemon wprowadzała konsumentów w błąd, co do obecności PFAS – tzw. „wiecznych chemikaliów” – w swojej odzieży sportowej. Choć postępowanie toczy się w Stanach Zjednoczonych, poruszane w nim kwestie są bardzo istotne również dla Irlandii, gdzie zużycie odzieży sportowej jest wysokie, a niemal wszystkie produkty pochodzą z importu.
Rozwijająca się kultura fitness w Irlandii – od siłowni i studiów jogi po kluby sportowe – zwiększyła w ostatnich latach popyt na wysokowydajną odzież sportową, szczególnie wśród dzieci i młodych dorosłych. To sprawia, że kluczowe pytanie postawione w teksańskim dochodzeniu ma znaczenie daleko wykraczające poza granice USA: czy konsumenci są w pełni informowani o chemikaliach obecnych w ubraniach noszonych najbliżej skóry?
Mówimy tu o PFAS (substancje per- i polifluoroalkilowe), które są dużą grupą syntetycznych związków chemicznych używanych w produkcji odzieży, cenionej za zdolność do niepochłaniania wody, nieprzyjmowania tłuszczu i odporność na zabrudzenia. W odzieży sportowej są one powszechnie stosowane jako trwałe powłoki hydrofobowe, które pomagają tkaninom opierać się potowi i wilgoci. Te same właściwości sprawiają jednak, że PFAS są wyjątkowo trwałe w środowisku – gromadzą się w glebie, wodach powierzchniowych, a nawet w ludzkim organizmie.
Naukowcy powiązali niektóre PFAS z potencjalnymi zagrożeniami dla zdrowia, takimi jak zaburzenia hormonalne, obniżona płodność, osłabienie układu odpornościowego czy zwiększone ryzyko nowotworów. Choć siła dowodów na to różni się w zależności od konkretnego związku, globalni regulatorzy coraz bardziej niepokoją się trwałością tych chemikaliów i ich zdolnością do bioakumulacji przez człowieka.
Irlandzcy konsumenci należą do największych w grupie wydatków na odzież i obuwie w Europie. Według badania z 2025 r. Irlandia zajęła 7. miejsce w UE, z przeciętnymi rocznymi wydatkami na poziomie 912 euro na osobę – znacznie powyżej średniej unijnej wynoszącej 772 euro. Wysoka konsumpcja w tym segmencie może oznaczać większy napływ odzieży impregnowanej PFAS do irlandzkich domów, pralek i systemów ściekowych.
Ponieważ Irlandia importuje niemal całą odzież sportową, konsumenci są w dużej mierze uzależnieni od przejrzystości międzynarodowych marek oraz od regulacji na poziomie UE, które mają zapewnić bezpieczeństwo produktów.
Europejscy regulatorzy przyjęli stosunkowo proaktywne podejście do PFAS. Europejska Agencja Środowiska wskazała tekstylia jako istotne źródło zanieczyszczenia PFAS, zauważając, że podczas prania ubrania uwalniają mikrowłókna zawierające te substancje.
Kilka państw członkowskich UE, w tym Dania i Francja, wprowadziło już ograniczenia dotyczące PFAS w odzieży. Tymczasem Europejska Agencja Chemikaliów analizuje propozycję ograniczenia ponad 10 tys. związków PFAS w ramach unijnego systemu REACH, który reguluje bezpieczeństwo chemiczne na jednolitym rynku. Przepisy te obowiązują bezpośrednio w Irlandii i określają, co może być legalnie sprzedawane na irlandzkim rynku.
Paradoksalnie, osoby najczęściej noszące odzież sportową – ci, którzy najbardziej dbają o zdrowie – mogą być jednocześnie najbardziej narażeni na kontakt z chemikaliami zawartymi w swojej odzieży treningowej. Wielu konsumentów uważnie analizuje to, co je i pije, a jednocześnie rzadko zastanawia się nad składem chemicznym materiałów, które noszą na co dzień.
AD
PHOTO: pexels.com, Mart Production





