Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Dziedzictwo dawnych Celtów | ng24.ie

Dziedzictwo dawnych Celtów

Celtowie zamieszkiwali urokliwe tereny Irlandii prawdopodobnie już w IV wieku p.n.e. Oprócz wielu budowli, które pozostawili po sobie jako niemy pomnik ich kultury, zostały po nich legendy i stare, pełne enigmatyczności opowieści. Jedno z takich pradawnych podań przybliżyła nam Anna Słowikowska, historyk i kulturoznawca z Kielc.

Najstarszymi obiektami celtyckimi na Szmaragdowej Wyspie są tak zwane grobowce korytarzowe, pochodzące z doliny Boyne, oraz grobowiec z Newgrange. W mitologii Celtów uważany był on za siedzibę boga Oengusa i posługujących mu Demonicznych Duchów. Z grobowcami tymi związana jest pewna celtycka legenda, z której dowiadujemy się, jak ważna dla Celtów była wiara w opiekę ze strony duchów ich zmarłych przodków.

Otóż wodzem pradawnych ludów celtyckich był niejaki Odynius, potomek Odyna, w którego wierzyli także Wikingowie. Był to człowiek wielce waleczny, a zarazem dobry i odważny. W owym czasie Zielona Wyspa była, jak wierzono, pod ochroną boga Letera, który błogosławił swojemu ludowi pokojem i urodzajem. Pewnego razu na wyspie zaczął się wieloletni okres suszy i nieurodzaju. Aby dowiedzieć się, jak długo będą trwały ciężkie czasy, Odynius wszedł do korytarzowego grobowca w dolinie Boyne. Dzięki magicznym rytuałom udało mu się wywołać duchy spoczywających tam osób. Duchy te przepowiedziały, że czasy biedy i nieurodzaju trwać będą jeszcze wiele lat – zapobiec im mogła jedynie śmierć celtyckiego wodza.

Zgodnie z legendą, by uratować swój ukochany lud przed klęską głodu Odynius oddał życie duchom grobowca. Od tej pory nastały dla Celtów lata wielkiego powodzenia. Wikingowie mieszkający na Zielonej Wyspie oddawali cześć bogom o imieniu Tor i Odyn. Wiara ta częściowo przeszła również na mieszkających tam Celtów. W podzięce za powodzenie wielki druidzki mag Let raz do roku składał w ofierze Odynowi ofiarę całopalną z najlepszej sztuki nierogatego bydła.

Kolejna legenda związana jest z innym tajemnym miejscem Szmaragdowej Wyspy, w którym, jak wierzono, weselne uczty wyprawiał sam książę piekieł. Są to kamienne kręgi z Beaghmore, zwane są także grodziskami Złego. Jak wierzyły bowiem dawne ludy celtyckie, miały być zamieszkiwane przez demony ognia i wszelkich chorób. Gdy wspomniane demony zebrały do piekielnych czeluści wystarczająco duża liczbę ludzkich dusz, książę piekieł właśnie w tym miejscu z nieukrywaną radością wyprawiał ucztę. Brał on wówczas za żonę kolejną strzygę, która to w otchłaniach piekielnych ludzkie dusze oddawała niekończącym się torturom. Po tak suto wyprawionym weselu Celtowie przez trzy dni nie wychodzili ze swoich domów, by nie paść ofiarą świeżo poślubionej strzygi, która tuż po swoich zaślubinach żywiła się ludzką krwią.

Sercem celtyckiej Irlandii jest Tara, stolica pięciu królestw iryjskich, powstałych ze struktur plemiennych i klanowych w III i IV wieku. Właśnie tutaj wybierano Wysokich Królów Irlandii. Tu również znajdowała się ich nekropolia. Również tutaj, jak wierzono, mieszkał diabeł Zapaliczka, który to dla własnej rozrywki ukręcał głowy napotkanym przechodniom. Było to miejsce przeklęte, mówiono o nim jedynie szeptem, by nie drażnić starego Zapaliczki. Pewnego razu celtycka piastunka Runi wybrała się do pobliskiej strugi po wodę, by wykąpać w niej powierzone jej opiece dziecko. Runi była bardzo piękną kobietą, toteż wspomniany diabeł od razu pragnął ją posiąść. Gdy Runi była zajęta czerpaniem wody, Zapaliczka zaczaił się w niedaleko rosnącym krzaku, by pochwycić ją i uwięzić w jego kamiennym królestwie. Jak głosi stara legenda, Runi umarła z głodu w kamiennych murach celtyckiej nekropolii, zaś jej niespokojna dusza straszy wszystkich przechodniów po dziś dzień.

Ewa Michałowska-Walkiewicz

Zdjęcie: young shanahan, CC BY 2.0 / Flickr.com


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.