Czarny rynek podrobionych leków w Irlandii przestał być marginalnym problemem – on eksploduje. Najnowsze dane Health Products Regulatory Authority (HPRA) pokazują dramatyczny wzrost nielegalnych importów: w ub. roku przechwycono prawie 14 tys. przesyłek, niemal trzykrotnie więcej niż w roku 2024. To, co kiedyś trafiało do kraju pojedynczymi paczkami, dziś stanowi stały, zorganizowany napływ niekontrolowanych produktów farmaceutycznych.
Za tym wzrostem stoi również zmiana zachowań konsumenckich: coraz więcej osób zamawia nielegalne leki, ale w mniejszych, trudniejszych do wykrycia ilościach. Mimo skoku liczby paczek, łączna liczba przejętych jednostek dawkowania spadła do 763 027 – z nieco ponad miliona rok wcześniej. Każda „jednostka dawkowania” to pojedyncza tabletka, kapsułka lub fiolka – przedmioty łatwe do ukrycia i jeszcze łatwiejsze do sprzedaży.
W niektórych kategoriach konfiskaty rosną jednak w alarmującym tempie. Nielegalne wersje pregabaliny – leku przeciwlękowego i na ból neuropatyczny – podwoiły się do 59 905 sztuk, co oznacza piąty z rzędu rok wzrostu popytu. Najbardziej gwałtowny wzrost dotyczy jednak podrobionych leków na odchudzanie i cukrzycę. Produkty fałszywie deklarujące zawartość semaglutydu lub tirzepatydu wzrosły z 1 582 do 48 752 sztuk w zaledwie dwanaście miesięcy. Wśród nich było 27 329 „kropelek” GLP‑1 oraz 17 170 plastrów z mikronakłuciami – żaden z tych produktów nie jest dopuszczonym środkiem leczniczym w Rep. Irlandii.
Testy HPRA wykazały na przykład, że niektóre przejęte plastry nie zawierały żadnego semaglutydu.
Władze są równie zaniepokojone wzrostem liczby nielegalnych produktów z toksyną botulinową, znaną jako „botoks”. Podczas gdy w 2020 r. przejęto jedynie 20 jednostek, w 2025 liczba ta wzrosła do 2 725 – ogromny skok w przypadku substancji, która może wyrządzić poważne szkody, jeśli zostanie niewłaściwie podana.
We wszystkich kategoriach przejęć środki uspokajające stanowiły 27 proc., leki na zaburzenia erekcji 14 proc., sterydy anaboliczne 12 proc., produkty na cukrzycę i odchudzanie 9 proc., a środki przeciwbólowe 5 procent.
W komunikacie prasowym na stronie HPRA Jennifer McCartan, menedżer ds. zgodności, wyraziła głębokie zaniepokojenie ryzykiem, jakie podejmują osoby kupujące leki sprzedawane zwykle na receptę od nieautoryzowanych dostawców, ostrzegając przed konsekwencjami zdrowotnymi: „Kupowanie leków na receptę poza zarejestrowaną apteką i bez odpowiedniego nadzoru medycznego stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia. Produkty pozyskiwane online lub z innych nieautoryzowanych źródeł znajdują się poza regulowanym łańcuchem dostaw, co oznacza, że ich jakość, bezpieczeństwo i pochodzenie nie mogą być zagwarantowane. Mogą być one podrobione, błędnie oznakowane lub zawierać szkodliwe bądź nieskuteczne substancje. Ich stosowanie może prowadzić do poważnych działań niepożądanych i stanowi realne, choć całkowicie możliwe do uniknięcia zagrożenie dla zdrowia publicznego”.
Wielu analityków branżowych sugeruje, że wzrost poza aptecznych zakupów medykamentów obserwowany w ostatnich latach może wynikać z pokusy nabycia tańszych produktów oferowanych przez internetowe „apteki”. Konsumenci powinni jednak pamiętać, że nie mają żadnej pewności, skąd pochodzą „leki”, jak zostały wyprodukowane ani co faktycznie zawierają – niezależnie od tego, co widnieje na etykiecie czy opakowaniu. Zagrożenie, jakie stwarzają takie produkty, jest realne i nie wolno go lekceważyć.
HPRA opublikowała na swojej stronie internetowej informacje o zagrożeniach związanych z kupowaniem leków na receptę online, dostępne w wielu językach, również po polsku. Polską wersję ulotki można pobrać tutaj.
AD





