W świecie, w którym doniesienia o brutalnych zbrodniach codziennie trafiają na pierwsze strony gazet, łatwo o zobojętnienie. Historie o morderstwach, gwałtach, porwaniach i innych aktach przemocy przestają wywoływać większe emocje. Tymczasem to często właśnie te pozornie drobne przestępstwa najbardziej wstrząsają opinią publiczną – zwłaszcza gdy dotyczą osób dotąd uchodzących za wzorowych członków społeczności, bez wcześniejszych konfliktów z prawem, a nierzadko nawet bez mandatu za prędkość. Kiedy okazuje się, że ktoś taki dopuścił się czynu, którego sąsiedzi nigdy by się po nim nie spodziewali, szok jest ogromny. A jeśli sprawcą okazuje się starsza, z pozoru serdeczna osoba, zaskoczenie bywa jeszcze większe.
We wtorek rano, 13 maja 2025 r., Agnieszka Krajewska zgłosiła na posterunku Gardy w Carrickmacross kradzież swojego kota po tym, jak nagrania z monitoringu pokazały jak jej sąsiad – Patrick Connolly podnosi kota ze swojego tarasu, po czym wkłada go do białej torby, którą jego żona zawiązuje sznurkiem. Para została później nagrana, jak opuszcza posesję z torbą, a po chwili wraca już bez niej.
Właścicielka kota przez trzy dni żyła w niepewności, nie wiedząc, co się z nim stało ani czy w ogóle żyje. Zwierzę odnaleziono trzy dni później nad jeziorem Creevy – „w bardzo złym stanie, ale żywe”.
Jej sąsiedzi – Patrick Connolly (67 l.) i Bernadette „Bernie” Connolly (64 l.) przyznali się przed Sądem Rejonowym w Monaghan do znęcania się nad zwierzęciem oraz do kradzieży kota.
Początkowo Connollyowie zaprzeczali temu, że zabrali kota, jednak przyznali się, gdy skonfrontowano ich z nagraniami. Ich obrońca powiedział w sądzie, że małżeństwo było coraz bardziej sfrustrowane tym, że kot wielokrotnie wchodził do ich ogrodu i załatwiał się tam, gdzie bawiły się ich wnuki.
Connollyowie kilkakrotnie zwracali się do swoich sąsiadów z prośbą, aby spróbowali powstrzymać kota przed wchodzeniem do ich ogrodu, jednak bez skutku. A kot jak to kot, nie akceptuje żadnych granic, tym bardziej posesji. Napięcie narastało, aż w końcu zdeterminowani pokusili się na porwanie kota, i na coś „wyjątkowo nierozsądnego”– jak przyznała obrona.
Sąsiedzi złożyli „szczere przeprosiny” i przynieśli do sądu 1000 euro tytułem wypłaty zadośćuczynienia.
Na początku tego tygodnia zostali skazani przez sąd na trzy miesiące więzienia po tym, jak przyznali się do uprowadzenia zwierzęcia, związania go w torbie i porzucenia go nad jeziorem Creevy.
Sędzia jednak odrzucił określenie ich jako „szanowanych”, którego użył wcześniej obrońca. Nazwał działania Connollych „prymitywnymi”, „potwornymi” i „niewyobrażalnymi”.
Przed ogłoszeniem wyroku sędzia nakazał umieścić małżeństwo na krótko w sądowej celi, mówiąc, że mogą „zobaczyć, jak to jest być przez chwilę uwięzionym”. Następnie wymierzył im trzymiesięczną karę pozbawienia wolności za znęcanie się nad zwierzęciem, uwzględniając zarzut kradzieży przy wymiarze kary.
Jednak mimo trzymiesięcznego wyroku Connollyowie nie trafią do więzienia – przynajmniej na razie, a być może wcale. Jak podają media, sędzia ustalił „poręczenie” na czas apelacji w wysokości 250 euro od osoby, które małżeństwo wpłaciło. Oznacza to, że kara więzienia zostaje automatycznie zawieszona do czasu rozpatrzenia apelacji, a oni pozostają na wolności. Do więzienia trafią tylko wtedy, gdy ich apelacja zostanie oddalona.
Media nie informują, czy właściciele kota przyjęli zaoferowane przez Connollych 1000 euro odszkodowania.
KZ
FOTO: Monaghan Court House, Wikipedia, Brian Shaw, domena publiczna, CC BY-SA 2.0




