Kiedy w 1985 r. powołano w Irlandii Dental Council na mocy ustawy Dentists Act, świat stomatologii wyglądał zupełnie inaczej. Sieci dentystyczne były rzadkością, transgraniczne kliniki nie istniały, a standardy kontroli zakażeń nie stanowiły jeszcze fundamentu współczesnej opieki zdrowotnej. Cztery dekady później zawód stomatologa przeszedł ogromną transformację – lecz prawo, które go reguluje, nie. W efekcie powstał system nadzoru tak przestarzały, że organ odpowiedzialny za ochronę pacjentów nie ma nawet prawnej możliwości wejścia do gabinetu dentystycznego, by sprawdzić, co się w nim dzieje.
W ciągu ostatnich trzech lat Dental Council otrzymała dziesięć wiarygodnych zgłoszeń o osobach nieuprawnionych wykonujących zabiegi stomatologiczne. Mogła podjąć działania jedynie w dwóch przypadkach. W pozostałych ośmiu – jak twierdzi – była „niezdolna do działania”, ponieważ nie posiada ustawowych uprawnień do kontroli klinik, weryfikacji personelu ani oceny ryzyka dla pacjentów. Regulator może ścigać nielegalną praktykę, ale tylko wtedy, gdy zdoła zebrać dowody bez wchodzenia na teren gabinetu – co jest niemal niemożliwe, gdy kliniki mogą z dnia na dzień zamknąć się, zmienić nazwę lub wznowić działalność pod nową nazwą.
To nie luka prawna. To obowiązujące prawo.
Na mocy Dentists Act z 1985 r. – wciąż będącej podstawą regulacji – zakres działania Dental Council ogranicza się do prowadzenia rejestrów, nadzoru nad edukacją oraz dyscyplinowania zarejestrowanych dentystów. Ustawa nie przyznaje uprawnień do regulowania działalności gabinetów, kontroli pomieszczeń, egzekwowania standardów higieny ani badania struktur własnościowych. W praktyce regulator może ukarać dentystę, ale nie może nadzorować firmy, która go zatrudnia. Może skreślić kogoś z rejestru, ale nie może wejść do kliniki, w której ta osoba nadal może pracować.
Kto więc nadzoruje gabinety dentystyczne w Irlandii? Niestety, odpowiedź brzmi: nikt.
HIQA (Health Information and Quality Authority), niezależna, finansowana przez rząd irlandzka instytucja regulacyjna ds. przeglądu jakości i bezpieczeństwa usług zdrowotnych w Irlandii, nie kontroluje klinik stomatologicznych. Żaden organ ustawowy nie monitoruje standardów higieny. Żadna instytucja nie sprawdza, czy osoba trzymająca wiertło ma do tego prawo. Ministerstwo Zdrowia przyznaje, że istnieje luka, ale wciąż nie wprowadziło zapowiadanej od lat reformy ustawy z 1985 roku.
Konsekwencje są widoczne. Dental Council udokumentowała co najmniej 25 pacjentów, którzy zostali z nieukończonym lub nieskutecznym leczeniem, niektórzy zapłacili pięciocyfrowe kwoty za pracę dentysty, później uznaną jako niskiej jakości. Inni – zwłaszcza imigranci i osoby w trudnej sytuacji – mieli ogromne trudności z dochodzeniem roszczeń, gdy kliniki znikały i pojawiały się pod nowymi nazwami, uniemożliwiając ustalenie odpowiedzialności za nieudane leczenie.
Dental Council apeluje o reformę od 2008 roku. W 2021 r. przedstawiła ministrowi zdrowia szczegółowy projekt zmian, podkreślając pilną potrzebę wprowadzenia uprawnień kontrolnych i regulacji na poziomie gabinetów. Pięć lat później resort informował, że aktualizacja przepisów może zostać rozważona w 2026 r. – zaczynając nie od uprawnień nadzorczych, lecz od wymogów dotyczących rozwoju zawodowego.
W nowoczesnym systemie ochrony zdrowia sytuacja ta graniczy z absurdem. Istnieje ustawowy regulator, który nie może nadzorować miejsc, w których faktycznie odbywa się leczenie. Pacjenci zakładają, że ktoś sprawuje taki nadzór. W rzeczywistości nikt tego nie robi. Dopóki prawo nie nadąży za rzeczywistością, pacjenci dentystyczni leczeni w Irlandii będą polegać na „psie stróżującym” stomatologii, który z mocy ustawy został pozbawiony zębów.
RK





