Bał się, że znów zabije. Sam zgłosił się na Gardaí

Mężczyzna skazany za usiłowanie zabójstwa trafił do szpitala zaledwie kilka dni po wyjściu na wolność. Zgłosił się dobrowolnie na posterunek Gardaí, informując funkcjonariuszy, że obawia się ponownego popełnienia przestępstwa.

23‑latek, którego nie można publicznie identyfikować, ponieważ w chwili popełniania przestępstwa był nieletni, zaatakował 23 grudnia 2017 r. w Dún Laoghaire nastolatkę Stephanie Ng, podcinając jej gardło. Zwabił ją na nabrzeże przy Queen’s Road, po tym jak nawiązał z nią internetową znajomość poprzez aplikację randkową, podając fałszywie, że ma 19 lat (a w rzeczywistości miał 15).

Kilka godzin przed atakiem chłopak kupił w supermarkecie nóż kuchenny. Gdy Stephanie dotarła na miejsce spotkania, zaprowadził ją w ustronne miejsce i dusił, aż straciła przytomność.

Ofiara doznała m.in. 10‑centymetrowej rany ciętej na przedniej części szyi – przecięcie sięgało 75 proc. tchawicy i uszkodziło krtań. Miała również rany twarzy oraz przecięte ścięgno w dłoni, gdy próbowała się bronić. Wyglądało też na to, że napastnik próbował wyciąć na jej palcu jedną literę swojego inicjału, po czym uciekł, pozostawiając ją na pewną śmierć. Ofiara cudem jednak przeżyła.

Chłopak został skazany za usiłowanie zabójstwa na 11 lat więzienia. Początkowo trafił do ośrodka dla nieletnich Oberstown, a po ukończeniu 18 lat został przeniesiony do więzienia dla dorosłych. Pozostawał w areszcie do końca marca tego roku, kiedy to wyszedł na wolność z więzienia Wheatfield w Clondalkin (Dublin 22), po odbyciu niespełna dziewięciu lat kary.

Jego wcześniejsze zwolnienie wynikało z tzw. „remisji”, czyli standardowego skrócenia kary o maksymalnie 25 proc. za dobre sprawowanie – jest to ustawowe uprawnienie, a nie uznaniowa nagroda, o ile skazany nie dopuścił się poważnych naruszeń regulaminu więziennego.

Zwolnienie nastąpiło mimo wcześniejszych obaw. Trzy lata temu mężczyzna trafił do szpitala po incydencie, podczas którego napisał na ścianie celi własną krwią słowa „Sorry Stephanie”. A podczas przeglądu wyroku w 2025 r. sędzia Sądu Najwyższego Paul McDermott stwierdził, że sprawa „wymaga nadzoru” i wyraził głębokie zaniepokojenie stanem psychicznym skazanego. Jednak późniejszy wyrok Sądu Najwyższego uniemożliwił nałożenie nadzoru po jego zwolnieniu.

POLECAMY:  2 lata z siedem lat kradzieży

Kilka dni temu mężczyzna, przebywający w dublińskim hostelu, wszedł do jednego z posterunków Gardaí w centrum miasta i – jak podaje DublinLive.ie – powiedział funkcjonariuszom, że „odczuwa przymus zabijania” i obawia się, że może ponownie kogoś skrzywdzić.

Jednocześnie podkreślał, że nie chce działać pod wpływem impulsu i szuka pomocy. Gardaí zorganizowali przewiezienie go do szpitala, gdzie przechodzi obecnie ocenę psychiatryczną.

Sprawa rodzi poważne pytania o to, jak to możliwe, że osoba uznana za wystarczająco bezpieczną, by opuścić więzienie, tak szybko zaczęła obawiać się ponownego popełnienia przestępstwa. Potencjalnej tragedii udało się uniknąć tylko dlatego, że sam zgłosił się po pomoc.

Incydent zwraca również uwagę na kwestię wsparcia dla osób opuszczających więzienie po długich wyrokach – w tym na dostęp do podstawowych świadczeń finansowych oraz, co kluczowe, zapewnienie odpowiedniego zakwaterowania, choćby tymczasowego, tuż po zwolnieniu.

RK

FOTO: europris.org, wnętrze Wheatfield Prison w Clondalkin, Dublin 22.