W ostatnim tygodniu w całym kraju znacząco wzrosła liczba zgłoszeń dotyczących werbalnych ataków na pracowników stacji benzynowych – w ten sposób kierowcy odreagowywali nagłe podwyżki cen paliw w Irlandii. Przedstawiciele branży podkreślają, że pracownicy pierwszej linii przyjmują na siebie całą falę frustracji społecznej, mimo że nie mają żadnego wpływu na ustalanie cen.
Według danych podawanych przez „The Irish Examiner”, na dzień 6 marca, ceny nafty wzrosły w poprzednim tygodniu o 74 proc., ceny diesla o 48 proc., a benzyny o 15 procent.
Podwyżki te nastąpiły po ok. 50‑proc. skoku cen ropy na światowych rynkach. Baryłka Brent Crude kosztowała w poniedziałek rano (9 marca) ponad 107 USD, wg portalu oilprice.com – to najwyższy poziom od listopada 2022 r. i wzrost o prawie 50 proc. od 27 lutego, czyli dnia poprzedzającego wybuch wojny USA–Iran, kiedy baryłka kosztowała ok. 72 USD.
Rząd reaguje na eskalację cen, ale odrzuca zarzuty wobec pracowników
Minister przedsiębiorczości Peter Burke spotkał się 6 marca z przedstawicielami branży paliwowej, aby omówić gwałtowny wzrost cen. Określił spotkanie jako konstruktywne, ale przyznał, że relacje o wrogości wobec pracowników detalicznych są niepokojące.
Cytowany przez „The Irish Examiner” minister Burke ubolewał, że „w ostatnich dniach pracownicy spotkali [stacji paliw] się ze znacznymi nadużyciami słownymi. Takie zachowanie jest niedopuszczalne”, apelując jednocześnie, by nie obarczać winą pracowników, którzy „nie mają absolutnie żadnej kontroli” nad globalnymi rynkami surowców.
Kevin McPartlan, dyrektor generalny Fuels for Ireland (organizacji reprezentującej sprzedawców paliw), powtórzył ten apel, podkreślając, że irlandzcy dostawcy mają „bardzo ograniczony wpływ” na ceny międzynarodowe. Odrzucił również oskarżenia o zawyżanie cen przez detalistów, określając je jako „fałszywe”.
Ceny paliw rosną, a podatki pozostają jednymi z najwyższych w UE
Dla pracowników stacji paliw sytuacja jest szczególnie przygnębiająca. Większość z nich to młodzi ludzie po dwudziestce, zazwyczaj zarabiający płacę minimalną, wykonujący monotonną, fizycznie męczącą pracę. Teraz, oprócz długich zmian i niskich zarobków, wielu z nich musi mierzyć się z falą werbalnych ataków ze strony klientów wyładowujących swoją złość na rosnących kosztach. Choć pracownicy nie mają żadnego wpływu na ceny paliw, to właśnie oni coraz częściej stają się adresatami publicznej frustracji.
Tymczasem, w obliczu gwałtownego wzrostu cen, który rozwścieczył konsumentów, rząd bagatelizuje fakt, że Irlandia już teraz ma jedne z najwyższych podatków na paliwa w całej Unii Europejskiej.
Ponad 50 proc. ceny detalicznej benzyny i diesla stanowią akcyza, podatki węglowe, VAT i inne opłaty.
W międzyczasie, w miniony weekend cena diesla na wielu stacjach w całym kraju przekroczyła 2 euro za litr, a benzyny – 1,90 euro za litr.
Ponieważ Brent Crude kosztowała w poniedziałek rano ponad 107 USD za baryłkę (wzrost o ok. 50 proc. od początku wojny USA–Iran 28 lutego), nieuniknione jest, że ceny benzyny i diesla będą nadal rosnąć w krótkim okresie. To prawdopodobnie jeszcze bardziej rozwścieczy kierowców, którzy muszą albo zaakceptować wyższe koszty, albo ograniczyć jazdę. Niestety, dla dziesiątek tysięcy osób w Irlandii, które codziennie muszą dojeżdżać do pracy, nie jest to realna opcja.
RK




