Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Kim są „Przyszli papieże Irlandii”? Wywiad z Darragh Martinem | ng24.ie

Kim są „Przyszli papieże Irlandii”? Wywiad z Darragh Martinem

Podobnie jak wielu Irlandczyków przed nim, za młodu wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Życie za Oceanem nie przeszkodziło mu jednak w zajmowaniu się problemami trapiącymi jego ojczyznę z perspektywy pisarza. W swojej ostatniej książce podjął próbę rozliczenia przeszłość współczesnej Irlandii, pokazując, jak bardzo kraj ten zmienił się w ciągu ledwie kilkudziesięciu lat.

Z Darragh Martinem, autorem książki „Przyszli papieże Irlandii”, rozmawiał Robert Bodrog.

Zanim zacząłeś pracę nad „Przyszłymi Papieżami Irlandii”, zajmowałeś się tworzeniem scenariuszy teatralnych. Udało ci się także odnieść sukces jako twórca literatury dla dzieci i młodzieży. Twoja pierwsza powieść, „The Keeper”, została nominowana w kategorii „Najlepsza Książka dla Młodzieży” w konkursie Irish Book Awards 2013. Co skłoniło cię do napisania książki przeznaczonej dla dorosłych odbiorców?

Początkowo tak naprawdę nie miałem takiego zamiaru – akurat zrobiłem sobie przerwę od pisania na miesiąc. Pierwotnie chciałem napisać sztukę teatralną traktującą o kryzysie ekonomicznym w Irlandii. Jednak niezbyt dobrze mi to szło, więc dałem sobie parę dni, żeby spróbować czegoś innego, i rodzina Doyle’ów tak jakby przejęła nade mną kontrolę. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem czegoś takiego – po pięciu dniach intensywnego pisania miałem szkic liczący 20 tys. słów, przy czym większość rzeczy związanych z fabułą trzymała się kupy. Już wtedy wiedziałem, że muszę doprowadzić historię rodziny Doyle’ów do końca, choć nie wiedziałem, że zajmie mi to aż 6 lat!

Co nakłoniło cię do napisania tej konkretnej historii i skąd pojawił się pomysł, żeby podążać w niej śladami rodzeństwa aż przez 30 lat? I co dokładnie oznacza tytuł „Przyszli Papieże Irlandii” w kontekście opowiedzianej przez ciebie historii i zawartych w niej wątków?

Gdy dorastałem w Dublinie, znałem kilku chłopaków, którym nadano imiona Jan Paweł, właśnie po wizycie ojca świętego w Irlandii. Żaden z nich nie wydawał się jednak dobrym materiałem na papieża. Pomysł zrodził się w mojej głowie w związku z rozdźwiękiem między tym, jak ich rodzice wyobrażali sobie ich przyszłość, a tym, jak często pakowali się oni w tarapaty. Chciałem skupić się nie tylko na jednym Janie Pawle, ale na kilku postaciach, mając nadzieję, że losy każdego członka rodziny Doyle’ów będą oddzielną historią opisującą społeczne i religijne przemiany, jakie miały miejsce w Irlandii na przestrzeni ostatnich 30 lat.

Pomysł na tytuł pojawił się już pierwszego dnia pracy nad projektem, co było nietypowe. Spodobał mi się, ponieważ mówił o pokoleniu dzieci, które w przyszłości potencjalnie mogłyby zostać papieżami. Ale, jako że może być tylko jeden papież, tytuł ten sugeruje także, jak wiele może być dróg nieprowadzących do objęcia papieskiego tronu.

Każdy z głównych bohaterów tej powieści został wyraźnie określony. Jednocześnie każdy z nich różni się od siebie pod względem cech charakteru i życiowych priorytetów. Czy jakikolwiek członek rodziny Doyle’ów opiera się na którymś z twoich bliskich bądź krewnych twoich przyjaciół?

Żadna postać z tej książki nie była oparta na kimkolwiek, na pewno nie w całości. Jedna z moich sióstr przeczytała wczesny szkic – była zawiedziona, że się tam nie znalazła, choć, z drugiej strony, czuła niemałą ulgę. Choć w książce nie umieściłem nikogo ze swojej rodziny, świat w niej przedstawiony jest dosyć podobny do tego, z którym miałem styczność. Życie mojej babci miało wpływ na opis ulicy, na której mieszka babcia Doyle, uwzględniając społeczność plotkujących starszych pań. Ale cechy charakteru mojej babci i babci Doyle są całkowicie odmienne.

Z pewnością irlandzcy czytelnicy docenią wiele odniesień do irlandzkiej kultury i poczucia humoru, zwłaszcza ci, którzy żyli w Irlandii w czasach tak zwanego Celtyckiego tygrysa na początku XXI wieku. Jak twoim zdaniem na książkę zareagują odbiorcy spoza Irlandii? Czy bycie Irlandczykiem pomoże zrozumieć czytelnikowi pewne żarty oraz klimat panujący w Irlandii przed okresem wielkiego boomu gospodarczego?

O ile uważam, że pewne elementy tej książki znajdą konkretny oddźwięk wśród irlandzkich odbiorców, nie twierdzę, że trzeba być Irlandczykiem, by docenić opowiedzianą w niej historię. W rzeczywistości otrzymałem wiele przychylnych opinii od ludzi z całego świata – od Nowego Jorku po Neapol. Spodobała im się napisana przeze mnie historia i dali mi wyraźnie do zrozumienia, że każdy z nich miał bądź ma w swoim życiu kogoś takiego, jak babcia Doyle.

Akcja „Przyszłych papieży Irlandii” rozpoczyna się pod koniec lat 70. i trwa aż do 2010 roku. W ciągu ostatnich 40 lat w Irlandii zmieniło się naprawdę wiele. Choć nie można nie zauważyć odczuwalnych zmian społecznych i politycznych, kraj ten wciąż musi mierzyć się z wieloma problemami. Jak myślisz, co obecnie jest największym wyzwaniem dla Irlandczyków, w szczególności dla tych z młodszego pokolenia?

Przez 6 lat pracowania nad książką z nieukrywaną radością obserwowałem, jak Irlandczycy walczą o zmiany, zwłaszcza w temacie praw gejów i dostępu do aborcji – na tych polach odniesiono znaczące sukcesy. Zorganizowanie referendów w sprawie zniesienie Ósmej Poprawki i wprowadzenia małżeństw homoseksualnych jest dowodem na to, jak wiele zmieniło się w naszym społeczeństwie na przestrzeni lat. Właśnie te zmiany zostały opisane w mojej książce.

Jednocześnie przed Irlandczykami stoi jeszcze sporo wyzwań. Jednym z najbardziej palących problemów, którym również zajmują się bohaterowie mojej książki, są zmiany klimatu. W Irlandii ostatnio również miał miejsce postęp w tej dziedzinie. Nie jest on jednak zadowalający nawet w najmniejszym stopniu. Myślę, że problem ten najbardziej odczują młodzi ludzie, którzy będą musieli wziąć na swoje barki ciężar decyzji podejmowanych przez nieodpowiedzialne korporacje. Skutki kryzysu finansowego i zaciskania pasa odczuwalne są w Irlandii po dziś dzień i jest wiele rzeczy, na które można się tutaj wściekać, zwłaszcza w kwestiach dotyczących nierówności dochodów i problemu bezdomności.

Po zniesieniu Ósmej Poprawki Fintan O’Toole [jeden z czołowych irlandzkich dziennikarzy – red.] żartował, że irlandzcy pisarze nie będą mieli już o czym pisać, zwłaszcza, że z grzechami Kościoła również się rozprawiliśmy. Niestety, nie mam wątpliwości co do tego, że mamy przed sobą jeszcze wiele problemów, o których irlandzcy pisarze jak najbardziej będą mogli pisać. I to jeszcze przez długi czas.

W artykule, który napisałeś niedawno dla The Irish Times, wspomniałeś, że nie mieszkasz w Irlandii już od ponad 10 lat. Czy uważasz, że pisarz, który chce napisać o jakimś miejscu obiektywnie i klarownie, powinien wcześniej je opuścić, zwłaszcza, jeżeli jest to miejsce, w którym się urodził i dorastał?

Myślę, że nie. Wyjechanie z Irlandii w istocie pomogło mi o niej pisać, ale nie uważam, żeby wyjazd był warunkiem koniecznym – warto zauważyć, że jest wielu znakomitych irlandzkich pisarzy, którzy tworzyli i tworzą w ojczyźnie.
Sam wyjazd pomógł mi jednak w napisaniu historii Peg. W Dublinie jest cała moja rodzina, więc przyjeżdżam tu dosyć często i wciąż czuję się mocno związany z tym miejscem. Mimo tego często jestem zaskoczony, gdy widzę, że taki czy inny pub został zamknięty albo gdy odkrywam, że ominął mnie jakiś kulturowy fenomen. Byłem zaintrygowany ideą człowieka, który wraca w swoje rodzinne strony po wielu latach nieobecności i nocą przeczesuje Google Maps, jednocześnie zastanawiając się, co teraz porabiają jego bracia i siostry.

Co było dla ciebie największym wyzwaniem podczas pisania tej książki?

Pierwszym wyzwaniem było znalezienie czasu, w którym mógłbym nad nią pracować. Gdy zacząłem pisać „Przyszłych Papieży Irlandii”, robiłem doktorat i udzielałem się w innych projektach. Byłem też wykładowcą i pracowałem na pół etatu w bibliotece uniwersyteckiej. Choć udawało mi się przysiąść nad książką w jakichś dziwnych godzinach, najtrudniejsze było przestawienie się na sposób myślenia, który chciałem przełożyć na tę powieść. W trakcie moich studiów udało mi się odłożyć wystarczająco dużo pieniędzy, dzięki czemu mogłem dać sobie parę miesięcy, by móc zajmować się tylko pisaniem. Był to naprawdę ogromny luksus.

Znalezienie odpowiedniej formy dla opowiadanej przeze mnie historii było kolejną trudnością. Wiele jej elementów było gotowych już w początkowych etapach – postacie, główna linia fabularna, tytuł – ale wraz z upływem czasu sposób jej opowiadania znacznie się zmieniał. Musiałem stworzyć aż dziewięć szkiców, zanim udało mi się nadać tej książce ostateczną formę. Wiele scen i elementów fabularnych musiało pójść do kosza. Lubię jednak myśleć o tym w taki sposób, że ostateczna wersja „Przyszłych Papieży Irlandii” zawiera liczne ślady każdego poprzedniego szkicu. Mam nadzieję, że moja następna książka nie będzie potrzebowała aż tylu przeróbek!

Niektórzy ludzie mają błędne mniemanie o Irlandii i Irlandczykach. W jakich kwestiach idzie zauważyć największe rozbieżności?

Gdy mieszkałem w Nowym Jorku, jako stypendysta Programu Fulbrighta uczestniczyłem w programie, w ramach którego studenci z różnych stron świata odwiedzają lokalne szkoły i opowiadają o krajach, z których pochodzą. Część dzieci myślała, że Irlandia jest zupełnie innym miejscem niż Stany Zjednoczone. Niektóre były wręcz zszokowane, gdy dowiedziały się, że też jeżdżą tam samochody, a ludzie jedzą m&m’sy. Myślę jednak, że niektórzy stypendyści z innych krajów (jak choćby z Iraku) mieli o wiele trudniejsze zadanie, mierząc się z błędnym postrzeganiem ich ojczyzny przez innych ludzi.

Czy masz jakieś porady dla początkujących pisarzy, którzy chcą, by ich twórczość została opublikowana, bądź w kwestii szlifowania umiejętności pisarskich?

Zauważyłem, że czytanie książek wielu różnych pisarzy naprawdę pomogło mi w uwolnieniu wielu pomysłów tkwiących w mojej głowie. Przez rok pracowałem w sklepie z książkami i w pewnym sensie był to najlepszy trening pisarski, jaki mogłem otrzymać – pochłaniałem tak dużo książek, jak tylko mogłem i nauczyłem się bardzo wielu rzeczy od innych twórców.

Cierpliwość jest również przydatną cechą. Dziesięć lat przed napisaniem „Przyszłych Papieży Irlandii” napisałem powieść, która wymagała naprawdę solidnych przeróbek. Ale zamiast zabrać się do roboty, od razu rozesłałem ją po agentach literackich, czekając na odzew. Nie będzie chyba zaskoczeniem, jeśli powiem, że był on praktycznie zerowy. Tworząc „Przyszłych Papieży Irlandii” czekałem, aż książka ta stanie się naprawdę kompletnym dziełem, co zajęło dobrych parę lat. Dopiero wtedy zacząłem szukać agenta, który pomógłby mi ją wydać. Szukanie agenta, a potem wydawcy, jest najprawdopodobniej najtrudniejszą rzeczą związaną z pisaniem. Myślę, że warto mieć naprawdę grubą skórę oraz jakieś życie poza tworzeniem książek.

Jeżeli obecny papież zaprosiłby cię do siebie na herbatę, czy przyjąłbyś jego zaproszenie? Jeśli tak, o czym byś z nim rozmawiał?

Oczywiście, że bym przyjął! Zacząłbym od rozmowy o zmianach klimatu – myślę, że tu znaleźlibyśmy wspólny język. Następnie przeszedłbym do jakiś trudniejszych dla niego tematów, takich jak na przykład aborcja czy prawa gejów.

Rozmawiał: Robert Bodrog
Tłumaczenie: Przemysław Zgudka
Zdjęcie: Nicole Gonsalves & Monica de Tonnancourt

Na 1979 rok Bridget Doyle pozostał jeszcze jeden cel – chciałaby, żeby w jej rodzinie urodził się chłopiec, który zostanie pierwszym irlandzkim papieżem. Natchniona wizytą Jana Pawła II w Phoenix Park, kropi małżeńskie łoże syna i synowej wodą poświęconą przez samego papieża. Dziewięć miesięcy później synowa umiera podczas porodu, a babcia Doyle zostaje z czworgiem wnucząt – pięcioletnią Peg i trojaczkami: Damienem, Rosie i Janem Pawłem.

Trzydzieści lat później wydaje się mało prawdopodobne, by któreś z wnucząt babci Doyle miało spełnić pokładane w nim nadzieje. Damien próbuje zdobyć się na odwagę, by wyznać jej, że jest gejem. Rosie jest niebieskowłosą buntowniczką-marzycielką walczącą z korporacjami trującymi naszą planetę i z religią nie chce mieć nic wspólnego. Charyzmatyczny Jan Paweł – internetowy celebryta, aspirujący polityk, niekwestionowane oczko w głowie babci – nie jest kimś, kogo można byłoby nazwać „materiałem na papieża”. Żadne z trojaczków nie ma kontaktu ze swoją starszą siostrą Peg, która wiele lat temu przeprowadziła się do Nowego Jorku. Wszystko jednak wkrótce się zmieni…

Oprócz dramatycznej historii rodziny Doyle’ów, na którą składają się skomplikowane relacje między osieroconym rodzeństwem w cieniu apodyktycznej babci, Darragh Martin porusza tematy tabu, które niegdyś dzieliły całe rodziny i społeczności. Powieść ukazuje nam kulturową transformację Irlandii na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat – od zamkniętego, zdominowanego przez Kościół społeczeństwa do wyzwolonego i tolerancyjnego kraju.

Książka uplasowała się w ścisłej czołówce konkursu „Irish Book Award 2018” w kategorii „Powieść roku”.

Przeczytaj fragmenty książki

Książka posiada 440 stron, można ją kupić w cenie €15 w naszej księgarni internetowej na: www.shop.wizardmedia.ie z kodem SPRINGWM – wysyłka GRATIS.


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.