Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Pan Roman z Dublina wkłada serce w to, by żyło się pięknie -

Pan Roman z Dublina wkłada serce w to, by żyło się pięknie

Rośliny same mu się odwdzięczają

Przyjechał do Irlandii 18 lat temu, jak większość Polaków. Za chlebem. Całkiem przypadkiem. Po latach pracy w budowlance, gdzie wyrobił sobie dobrą markę, pan Roman Michnowicz, bo o nim mowa, przeszedł na emeryturę. Jednak nadal zachwyca efektami swojej pracy – tym razem upiększając okolicę swojego domu.

Pan Roman zastanawiał się nad wyjazdem na Islandię i Cypr, ale ostatecznie padło na Irlandię. Nie znał języka, znał się trochę na budowlance, ale bardzo szybko znalazł pracę. Irlandczykom zawdzięcza wiele, bo od początku mu pomagali. Uczyli języka i szkolili go w pracy. On odwdzięczał się im za to, pracując rzetelnie. Wyrobił sobie markę dobrego pracownika i mając dobre referencje, nie miał później problemów ze znalezieniem kolejnej pracy.

Pochodzi z okolic Śląska, z rodziny, w której liczyły się podstawowe wartości: w domu ma być schludnie i wokół porządnie. Babcia i mama mówiły mu: „będziesz uczciwy, to będzie ci w życiu dobrze”. I tak stara się żyć, i myśli, że dzięki temu szczęście uśmiechnęło się do niego wiele razy.

Roman Michnowicz ma obecnie 66 lat i jest już na wcześniejszej emeryturze, bo boryka się z problemami zdrowotnymi. Uważa, że Bóg nad nim czuwa i jego przeznaczaniem było zamieszkać tu, przy Charlemont Court w południowej części Dublina (8). Chociaż mieszka sam, nie czuje się samotny. Otoczony jest życzliwymi sąsiadami, którzy pomagają mu zawsze, kiedy jest w potrzebie. A on odwdzięcza się im jak tylko może. Tutaj jest jego miejsce na ziemi.

Ma dwie pasje w życiu: uwielbia jeździć na rowerze i pracować w ogrodzie. Ogród stał się jego pasją, odskocznią, żeby nie myśleć o swojej niepełnosprawności. Jest też formą terapii, bo ruch pozwala mu czuć się bardziej sprawnym fizycznie.

Zaczynał od niewielkiej rabaty, a później tworzył kolejne, o różnorodnych formach i kolorystyce, ozdabiając je figurkami ogrodowymi i elementami małej architektury, którą sam tworzy.

Swoją pasją zaraził również irlandzkich przyjaciół. Dzięki pomocy Loli Humphreys – mówi – „ogród wygląda jeszcze piękniej”.

Wspaniałe kolorowe rabaty wypielęgnowane przez pana Romana wokół jego domu zostały zauważone i wyróżnione przez komisję z City Council i pan Roman już przez cztery lata z rzędu zdobywa nagrody w konkursie na „Najpiękniejszy ogród przydomowy” a obecnie opiekuje się społecznie już całym podwórkiem, wkładając w to całe swoje serce.

Kolejna ocena komisji już w lipcu. Sąsiedzi mówią mu: „Roman, daj już wreszcie komuś innemu wygrać”, ale on śmieje się i mówi, że to nie o konkurs tu chodzi. Bo kiedy cały ogród się zazieleni, zakwitną kwiaty, rabaty są zadbane, żywopłot i trawka przycięte, wtedy wie, że sąsiedzi są zadowoleni, sam ma satysfakcję i wtedy raduje się jego serce. A rośliny same mu się odwdzięczają i „po prostu żyje się piękniej”.

Beata Bieniada

Foto: materiały własne


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.




 

 

 

 

 

O nas/About Us

 

 

Zbiórka na leczenie Tomusia