Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Napływ imigrantów przyczyną społecznych niepokojów |

Napływ imigrantów przyczyną społecznych niepokojów

Killarney bohaterem mediów

Małe miasteczko Killarney w hr. Kerry słynie od dawien dawna ze swojego piękna, spokoju, miłej atmosfery i gościnnych ludzi, co sprawia, że od pokoleń jest popularnym celem turystycznym. Ale teraz Killarney zagościło w zagranicznych mediach z zupełnie innego powodu – znacznego napływu imigrantów, który zaczął budzić obawy mieszkańców.

Od wybuchu wojny wywołanej przez Rosję pod koniec lutego Irlandia przyjęła już ponad 60 tys. ukraińskich uchodźców. Coraz bardziej widoczne jest jednak to, że system niedomaga i rząd ma problemy z zakwaterowaniem uchodźców i organizacją pomocy dla osób umieszczanych w tzw. ośrodkach bezpośredniej opieki, ale też w różnych hotelach i innych obiektach dotąd obsługujących turystów, również w małych miasteczkach i wsiach w całym kraju. To zaczyna rodzić problemy.

Tak jest m.in. w Killarney. Na początku tego roku populacja miasta wynosiła nieco ponad 10 tysięcy. Jednak w kolejnych miesiącach, z powodu napływu ukraińskich uchodźców uciekających przed wojną, ale też ubiegających się o azyl obywateli innych krajów, głównie z Bliskiego Wschodu i Afryki, wzrosła o blisko 3200 nowych mieszkańców. Na początku tego miesiąca ponad 200 kolejnych emigrantów płci męskiej z Libii, Afryki Północnej i Gruzji zostało umieszczonych w hotelu w Killarney.

W efekcie na początku tego miesiąca konserwatywny amerykański serwis Breitbart.com zwrócił uwagę na nowy problem społeczny, jaki pojawił się w Killarney, w artykule zatytułowanym „Ludzie boją się chodzić po ulicach, ponieważ jedna piąta irlandzkiego miasta zajęta jest przez migrantów”, cytując w tytule wypowiedź jednego radnego dla lokalnej gazety „The Killarney Advertiser”. Publikacja artykułu w lokalnej gazecie spowodowała, że kilku mieszkańców skontaktowało się z gazetą, aby powiedzieć o swoich obawach dotyczących liczby emigrantów i o tym, że boją się o własne bezpieczeństwo.

Wielu radnych w Killarney oficjalnie wypowiadało się, że ludzie żyją w strachu w wyniku niedawnego napływu migrantów. – Wiem na pewno, że są ludzie, którzy naprawdę boją się chodzić po ulicach lub iść wzdłuż drogi – mówiła lokalna radna Marie Moloney podczas spotkania w okręgu miejskim Killarney na początku tego miesiąca. Inny radny w rozmowie z „Killarney Advertiser” stwierdził wręcz, że to imigranci „są tymi, którzy powodują wszystkie kłopoty”. – Nie szanują naszego miasta – przekonywał, dodając, że „są ludzie, którzy boją się iść Park Road”.

Niedawno nakręcony w Killarney filmik, który rozprzestrzenił się w sieci niczym wirus, pokazuje grupę młodych mężczyzn ubiegających się o azyl, którzy zdają się nękać przechodzące obok kobiety. Kiedy miejscowy mężczyzna interweniuje i gani ich, jedna z grup zaczyna odpowiadać agresywnie.
Lokalne firmy obawiają się, że touroperatorzy przestaną postrzegać miasto jako atrakcyjny cel podróży, gdy nie będzie dostępnych miejsc noclegowych. Obecnie ok. 40 proc. łóżek jest wykorzystywanych przez państwo do przyjmowania uchodźców i migrantów.

Wielu mieszkańców twierdzi, że rząd nie konsultował swoich decyzji ani z lokalną społecznością, ani z władzami miasta przed wysłaniem tak dużej liczby migrantów i uchodźców do miasta. I wielu zadaje pytanie, dlaczego przywieziono tu tak nieproporcjonalnie dużą liczbę uchodźców, dlaczego tu, a nie gdzie indziej?

Radosław Kotowski

 


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.




 

 

O nas/About Us