Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Polka prawie nie znała języka i… wyłudziła kilkadziesiąt tysięcy euro zasiłku | ng24.ie

Polka prawie nie znała języka i… wyłudziła kilkadziesiąt tysięcy euro zasiłku

Mimo że prawie nie znała języka angielskiego, udało jej się wyłudzić kilkadziesiąt tysięcy euro z irlandzkiej opieki społecznej. Justyna J. z hrabstwa Cork przez długi czas pobierała zasiłek, który jej się nie należał. Wpadła, gdy urząd zorientował się, że mieszka pod dwoma adresami.

Osoby mieszkające w Irlandii i chcące skorzystać z pomocy społecznej mają w czym wybierać. Na Zielonej Wyspie można otrzymywać zasiłki i zapomogi z naprawdę wielu tytułów. Sprawę ułatwia to, że irlandzka biurokracja nie należy do szczególnie skomplikowanych.

Nie brakuje oczywiście osób, które nadużywają hojności irlandzkiego systemu socjalnego. Co rusz słyszymy o kolejnym kombinatorze pobierającym świadczenia, które absolutnie mu się nie należały. Czasami są to naprawdę niemałe  kwoty.

Do tego niezbyt zacnego grona dołączyła Justyna J. mieszkająca w hrabstwie Cork. Jak przypomina „Irish Examiner”, kobieta przez długi czas pobierała zasiłek dla osób korzystających z zakwaterowania doraźnego. Świadczenie zaczęła otrzymywać w czerwcu 2019 roku. Wówczas jak najbardziej się jej ono należało.

W sierpniu tego samego roku jej sytuacja życiowa uległa zmianie – kobieta otrzymała mieszkanie w Doneraile. Mimo tego wciąż pobierała pieniądze, których nie powinna była już otrzymywać. Urzędnikom przedkładała dokumenty mające świadczyć o tym, że wciąż potrzebuje finansowej pomocy. Jak później ustalono, były one przez nią fałszowane.

Prawda wyszła na jaw gdy urząd socjalny ustalił, że kobieta mieszka pod dwoma różnymi adresami. Natychmiast wstrzymano wypłacanie zasiłku. 40-latka pobrała w sumie aż 37,5 tys. euro zapomogi, która jej się nie należała. Jak ustalono, za pieniądze te opłacała czynsz w otrzymanym mieszkaniu.

Sprawa Polki-oszustki jest o tyle interesująca, że kobieta bardzo słabo mówi po angielsku. Sędzia prowadzący jej sprawę nie krył zdziwienia w związku z tym, że bez znajomości języka udało jej się wyłudzić tak duże kwoty. Ustalono, że podczas jej wizyt w urzędzie zawsze była obecna osoba, która pomagała jej w porozumiewaniu się z urzędnikami. Nie była ona jednak wspólnikiem w oszustwie.

Argumentem mającym przemawiać za złagodzeniem kary było uzależnienie J. od hazardu. Mało prawdopodobne, by uchronił ją jednak przed surową karą. Jako że 40-latka nie będzie miała możliwości zwrócenia wyłudzonych pieniędzy, sędzia stwierdził, że w jej przypadku kara więzienia będzie nieunikniona.

Przemysław Zgudka


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.