Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Irlandia Północna: przez pandemię kolejki do lekarzy stały się jeszcze dłuższe | ng24.ie

Irlandia Północna: przez pandemię kolejki do lekarzy stały się jeszcze dłuższe

Pandemia koronawirusa nie pozostaje bez wpływu na ciągnące się w nieskończoność kolejki w północnoirlandzkich szpitalach. Wielu pacjentów czeka na swoje pierwsze konsultacje i zabiegi od naprawdę długiego czasu. Pod koniec ubiegłego roku osoby znajdujące się w takim położeniu liczono w setkach tysięcy. Jak się jednak okazuje, COVID-19 nie ma w tej kwestii tak przemożnego wpływu, jak mogłoby się wydawać.

Starcie północnoirlandzkiej służby zdrowia z pandemią koronawirusa w wielkim skrócie można określić jako spadek z deszczu pod rynnę. Z olbrzymim problemem natury logistycznej musiał zmierzyć się bowiem system, który już w „normalnych” czasach cierpiał na znaczną niewydolność.

Dlatego też nie powinno być zaskoczeniem, że osoby czekające na wizyty lekarskie bądź przyjęcie do szpitalu znalazły się w niemałych tarapatach. Zgodnie z danymi udostępnionymi przez brytyjskie Ministerstwo Zdrowia, w czwartym kwartale ubiegłego roku liczba północnoirlandzkich pacjentów czekających na pierwszą konsultację specjalistyczną wynosiła ponad 323 tysiące.

Jakkolwiek liczby te są znaczące, względem poprzedniego kwartału lista zmalała o 4 tys. nazwisk. Z kolei względem czwartego kwartału 2019 różnica wynosiła 5 procent na niekorzyść ubiegłego roku. Ze statystycznego punktu widzenia pandemia nie miała więc tak kolosalnego wpływu na północnoirlandzkie lecznictwo, jak mogłoby się wydawać.

Nie jest to jednak zbyt wielkie pocieszenie dla pacjentów. Zwłaszcza, że aż 51 proc. z nich czeka na konsultacje specjalistyczne od ponad roku. Jak przypomina „BBC”, zgodnie z założeniami brytyjskiego rządu żaden pacjent nie powinien czekać na wizytę dłużej niż 52 tygodnie. Założenia te nie mają więc zbytniego przełożenia na rzeczywistość.

W niewesołej sytuacji znaleźli się także pacjenci, którzy konsultacje specjalistyczne mają już za sobą, ale czekają na przyjęcie do szpitala. W czwartym kwartale ubiegłego roku listę oczekujących zasilało nieco ponad 105,1 tys. osób.

W tym wypadku założenia również znacząco rozmijają się z rzeczywistością. Jak ustaliło Ministerstwo Zdrowia, 55 proc. pacjentów nie powinno czekać na planowaną hospitalizację bądź zabieg ambulatoryjny dłużej niż 13 tygodni. Tymczasem odsetek osób czekających dłużej wynosi 81 procent. Ponad połowa tak długo czekających pacjentów znowu musiała bądź musi czekać ponad rok.

Długość oczekiwania uzależniona jest także od konkretnego zabiegu. Jak donosi brytyjski portal, najdłuższe kolejki odnotowano w przypadku operacji umieszczenia protez stawu biodrowego i kolanowego oraz usuwania zaćmy.

Jakby tego było mało, w związku z sytuacją epidemiczną część szpitalnych wizyt musiała zostać odwołana. Zgodnie z doniesieniami „BBC” począwszy od marca ubiegłego roku północnoirlandzka służba zdrowia anulowała prawie 17 tys. zabiegów. W liczbach tych uwzględniono 4 tys. operacji onkologicznych, zaliczanych oczywiście do najpilniejszych przypadków.

Jak jednak zaznacza Robin Swann, północnoirlandzki minister zdrowia, w statystykach tych uwzględniono zabiegi, które musiano odwołać z powodów innych niż w związku z koronawirusem. Podkreślił przy tym, że w przypadku najbardziej pilnych zabiegów starano się o jak możliwie jak najszybsze ich przeprowadzenie.

Północnoirlandzka służba zdrowia tkwiąca w głębokim kryzysie znalazła się więc w jeszcze poważniejszych opałach. Nawet najusilniejsze działania nie pomogą jej w krótkim okresie. Należy mieć nadzieję, że pacjentom uda się przejść przez te niecodzienne czasy w miarę suchą stopą.

Przemysław Zgudka

Zdjęcie: Freepik


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.