Nasz Głos | Polski tygodnik w Irlandii | Irlandia Północna: handlarze ludźmi nie muszą przejmować się wysokimi wyrokami | ng24.ie

Irlandia Północna: handlarze ludźmi nie muszą przejmować się wysokimi wyrokami

Handlarze żywym towarem regularnie mogą liczyć w Irlandii Północnej na taryfę ulgową. Mimo surowych przepisów aż połowa z tych, którzy stają przed sądem, unika odsiadki. A nawet jeśli trafiają za kratki, większość z nich nie musi obawiać się zbyt surowych wyroków.

Handel ludźmi jest wielkim problemem obecnym po jednej i drugiej stronie irlandzkiej granicy. Biorąc pod uwagę charakter tego paskudnego zjawiska, wykrycie jego sprawców często graniczy z cudem. W obecnych czasach stali się oni bowiem o wiele bardziej dyskretni, korzystając z możliwości, jakie dają im zdobycze współczesnej technologii.

Biorąc pod uwagę, że ich ofiary zazwyczaj nie znają języka angielskiego, nie mają one możliwości zwrócenia się o pomoc do władz. Nie wspominając o tym, że są regularnie zastraszane.

Mimo piętrzących się trudności północnoirlandzcy policjanci nie ustają w walce z handlarzami żywym towarem. W przypadku Irlandii Północnej rewolucję miała wprowadzić zmiana przepisów w 2015 roku, zaostrzająca kary za handel ludźmi.

O tym, w jak niewielkim stopniu zmieniła się sytuacja, świadczą statystyki zawarte w raporcie „2020 UK Annual Report on Modern Slavery”. W latach 2019-2020 w związku z paraniem się handlem ludźmi zarzuty postawiono… dwóm osobom. Nikt nie został wówczas skazany.

Jedną z najczęściej stosowanych miar do zbadania skuteczności walki z handlarzami jest liczba uratowanych ofiar. Również i ona nie robi wrażenia na przestrzeni lat. Zgodnie z danymi brytyjskiego Ministerstwa Sprawiedliwości, w latach 2015-2020 z rąk północnoirlandzkich handlarzy ludźmi odbito 344 osoby.

Nie dość, że statystyki są zatrważająco niskie, to jeszcze okazuje się, że osoby, które wpadły w sidła północnoirlandzkiego wymiaru sprawiedliwości nie muszą obawiać się zbyt surowych wyroków. Zgodnie z szacunkami ministerialnego raportu przytoczonego przez „News Letter”, aż połowa handlarzy żywym towarem nie wylądowała za kratkami.

W przypadku tych, których wsadzono do więzienia, wyroki nie okazały się szczególnie dotkliwe – wynosiły one średnio rok i dwa miesiące. Jest to kara skandalicznie niska, biorąc pod uwagę, jak bardzo wspomniane przestępstwo rujnuje jego ofiarom życie.

Przemysław Zgudka

Zdjęcie: Freepik


Redakcja tygodnika "Nasz Głos" informuje:
Wszelkie prawa (w tym autora i wydawcy) zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów zabronione.